“Włam się do mózgu” Radka Kotarskiego w kontekście nauki programowania

Radek Kotarski jest popularyzatorem wiedzy, prowadzi kanał Polimaty (YouTube) oraz  program Podróże z historią (telewizja). Jest autorem dwóch książek: “Nic bardziej mylnego” oraz “Włam się do mózgu”.

Jeśli nie wiecie, o co chodzi z Polimatami, polecam specjalny, setny odcinek, w którym autor opowiada, jak to się wszystko zaczęło.

Wrażenia z książki

Na początek powiem, że książka daje do myślenia, ale też niesamowicie inspiruje. Autor zadaje bardzo ważne pytanie: jak się skutecznie uczyć? Każdy z nas ma za sobą kilkanaście lat edukacji, podczas której nauczył się wielu rzeczy, jeszcze więcej zapomniał, ale nie zdobył tej najważniejszej rzeczy – wiedzy, jak się uczyć. Problem tkwi w tym, że nasz (i nie tylko nasz) system edukacji korzeniami sięga prawie 200 lat wstecz:

“Mowa jednak o czasach, w których sądzono, że za szalejące epidemie cholery, żółtej febry czy gruźlicy może odpowiadać brzydki zapach. Nie wspominając już o tym, że dziecko miało szczęście, gdy dożywało piątego roku życia, a pomidory uważane były za trujące narzędzie szatana. Oto, z jakiego okresu pochodzi system edukacyjny stosowany do dzisiaj w prawie niezmienionym kształcie.” (s. 58)

System ten powstał w konkretnym celu – masowa edukacja nowego pokolenia – i wtedy był czymś nowatorskim, dobrze spełniającym swoje zadanie. Przyjął się w wielu częściach świata. I tak trwa do dziś, mimo że czasy bardzo się zmieniły. Dlatego warto odrzucić zatęchłe metodyki i przyjrzeć się tym nowocześniejszym, a przede wszystkim – skuteczniejszym.

Co rozumiem przez skuteczne uczenie się? Przyswajanie informacji szybciej (w krótszym czasie), ale tak, by zostały w pamięci na długo. Chodzi o dokładne przeciwieństwo stosowanego powszechnie zakuć-zdać-zapomnieć, czyli najmniej efektywnego sposobu “zdobywania” wiedzy.

Trzeba przyznać, że autor odrobił pracę domową. Materiały do publikacji zbierał dwa lata (bibliografia jest pokaźna), a na końcu postanowił przetestować na samym sobie, czy te wszystkie magiczne sposoby w ogóle działają na “przeciętnego Kowalskiego”. W tym celu postanowił nauczyć się losowo wybranego języka (proces losowania można obejrzeć TU) oraz zrobić kurs na certyfikowanego sędziego piwnego. Eksperyment o tyle ciekawy, że każda z tych umiejętności wymaga zupełnie innego rodzaju wiedzy. I udało mu się dokonać obu tych rzeczy. W pół roku. Przy nowo narodzonym dziecku. Nagrywając kolejne odcinki Polimatów. Można więc śmiało powiedzieć, że coś w tym musi być.

“Jeśli do tej pory wyłącznie mechanicznie czytałeś podręczniki, instrukcje i opracowania, aby próbować coś z nich zapamiętać, to czeka Cię fundamentalna zmiana.” (s. 13)

Książka napisana jest bardzo lekko i ciekawie, dodatkowo okraszona anegdotkami autora, dotyczącymi czasów szkolnych i studenckich. Autor przekazuje też swoje spostrzeżenia dotyczące wykorzystywania konkretnych metod przy zdobywaniu wiedzy potrzebnej do ukończenia postawionych sobie wyzwań. Opisuje, co mu dana metoda dała, jak z niej korzystał lub jakie błędy popełnił.

Gdy będziesz czytał o kolejnych sposobach na skuteczną naukę, być może odkryjesz, że niektóre z nich stosowałeś wcześniej, bardziej lub mniej świadomie. Ja kilka takich metod odkryłam. Ale teraz, kiedy mam świadomość jak i dlaczego działają, oraz w połączeniu z innymi metodami, będę mogła stosować je o wiele skuteczniej. Każdy jednak musi dobrać stosowane metody zarówno do siebie, jak i materiału, który chce opanować. A wybierać jest z czego.

Z punktu widzenia programisty

Czytając kolejne rozdziały, cały czas zastanawiałam się, czy daną metodę można zastosować do nauki programowania, bo nie ukrywam, że to jeden z powodów, dla których sięgnęłam po tę książkę. Uznałam ją za dobry punkt wyjścia do moich noworocznych postanowień, wśród których jest dalsze uczenie się programowania.

Niektóre metody wydają się w tym kontekście niemal naturalne (np metoda nauczyciela, czyli tłumaczenie na głos, jak coś działa – tu od razu pojawiło się skojarzenie z metodą żółtej kaczuszki, czy metoda terminatora – wcielanie w życie tego, czego się uczymy), niektóre nie są aż tak oczywiste na pierwszy rzut oka, ale dają fajny potencjał (np uczenie się z wykorzystaniem fiszek – do tej pory kojarzyłam je wyłącznie z metodą na naukę słówek), a inne są na tyle neutralne w zastosowaniu, że z powodzeniem można je połączyć z innymi (np metoda nauki rozłożonej w czasie czy przeplatanie zagadnień). Myślę, że świadome dobieranie zróżnicowanych metod może przynieść bardzo wymierne efekty.

Warto?

Żyjemy w bardzo dynamicznych czasach. Rzeczy do nauki jest dużo – zarówno w sferze zawodowej, w której wymaga się od nas coraz więcej, jak i chociażby w ramach swojego hobby. Chyba najwyższy czas, żeby nauka przestała się kojarzyć z przykrą koniecznością, a zaczęła być czymś zwyczajnym, codziennym, może nawet przyjemnym?

Ta książka jest jak Morfeusz w “Matrixie” – wskazuje ci drzwi, ale ty sam musisz przez nie przejść. Dostajesz bardzo cenne informacje w formie przystępnej, skondensowanej, wręcz podane na tacy. Grzechem byłoby nie skorzystać.